Natura uczy nas hodowli
- 1 sty 2015
- 4 minut(y) czytania
Werner Grundel
Natura uczy nas hodowli. Ciągłe walki najsilniejszych samców o prawo do parzenia się są na porządku dziennym. Przy tym najsilniejsze samce wywalczają sobie prawo do rozmnażania. Czy to jesienią u jeleni na rykowisku, czy też wiosną u ptaków w ich pojedynkach na trele, zawsze chodzi o jedno: najlepszy, najzdrowszy (najpiękniejszy) ma największe szanse się rozmnożyć. Zdrowie i piękno są ściśle powiązane. Zdrowe gołębie odznaczają się szczególną charyzmą, pióra są jedwabiste, oczy błyszczą, ptaki sygnalizują gotowość obronną nie tylko przeciw konkurentom, ale i przeciw infekcjom.
„Steffen" (02723-04-359) wylatał w 2007 roku pierwszą nagrodę przeciw 10555 gołębiom, a tydzień później w wyścigu z 9200 gołębiami (530 km) był tylko o 5 sekund gorszy od rywala i zajął drugą pozycję. Ten ptak nigdy nie musiał walczyć o swoją pozycję, musiał tylko odrobinę się napuszyć i rywale schodzili mu z drogi. Miał charyzmę, którą konkurencji przyjęli za pewnik i zaakceptowali.
W dzisiejszych czasach coraz bardziej doceniamy znaczenie systemu immunologicznego w obronie przed chorobami.
System immunologiczny to nie coś, co zawsze jest takie samo. Odporność musi być częściowo wciąż na nowo zdobywana w stałej walce z bakteriami i wirusami.
Dlatego teź trzymanie ptaków w prawie sterylnyvh warunkach przy hodowli nastawionej na wyniki staje się problematyczne. Hodowla wynikowa szczególnie przy gołębiach pocztowych wymaga nienaruszonego zdrowia i witalności.
Marcel Antonissen został w 1990 roku mistrzem Belgii. Jego orłem był „Marcel" (B 84-6569140), ptak z 18 wygranymi w konkursach, którego szczęśliwie udało mi się kupić. Lepszego gołębia pod względem dziedziczenia nigdy nie miałem. Ten ptak siedział w gołębniku głębokim na 80 cm. Suche odchody od lat leźały na podło-źu i były tylko na tyle odsuwane, aby było dojście do gołębnika. Stare poły dachu były częściowo złamane, tak, źe wiatr bez przeszkód przewiewał przez gołębnik. A gołębie były do szpilu kości zdrowe.
Zapytałem Marcela o jego podejście do trzymania gołębi. Stwierdził, źe istnieją dwa problemy przy hodowli gołębi. Pierwszy problem to kiepskie ptaki. A drugi,
zapytałem: „Drugim są weterynarze". Jego zdaniem powinno się unikać obu.
Oczywiście nie miał tu zamiaru insynuować czegoś o poważnych weterynarzach. Jego opinia jest prosta: gołębie posiadające klasę nie potrzebują weterynarza.
Konsekwencją nie powinno oczywiście być unikanie weterynarza za wszelką cenę, ale i nie bieganie do niego przy kaźdej drobnostce i zapychanie gołębi medykamentami i odźywkami. Tym moźna pomóc tylko słabeuszom.
Szczególnie młode ptaki muszą być selekcjonowane, gdy pokazują oznaki osłabienia zdrowia, w przeciwnym wypadku słabeusze siedzą nadal w hodowli i zaniżają poziom.
Natura nie zna miłosierdzia dla słabych. I właśnie to jest drogą do zdrowej solidnej populacji.
Czym jest zdrowie? Zdrowie jest równowagą pomiędzy siłami obronnymi organizmu i napastnika. Jedynie zwierzęta, które wciąź są atakowane, polepszają swoją obronę organizmu, to znaczy system immunologiczny. Dlatego uwaźam za nieprawidłowe regularne podawanie leków na wszystko co możliwe przy gołębiach hodowlanych, w szczególności przy młódkach. Zabiera się im tym samym szansę rozwinięcia ich systemu immunologicznego i pomocy sobie samym. Ostra selekcja, kilka młódków mniej, dużo świeżego powietrza i większość chorób w ogóle się nie pojawia.
Walka z trichomonade należy obecnie do standardu dla większości hodowców. Dla mnie nie! Ja rozdzielam hodowlę od lotów.
Moje gołębie hodowlane od lat nie otrzymywały kuracji na trichomonade. Jednakże pozwalam im wykarmić nie więcej niż trzy lęgi w roku, te dorastają jednak bez problemów. Również młódki nie dostają żadnej kuracji na tri
chomonade aż do lotów młodych. Wówczas przepłukuję im wole raz przy użyciu Metro i to wszystko.
I
A rezultat? Wiele razy przed lotem dawałem gołebie do kontroli u weterynarza, większość nie miała rzęsistka, a tylko co niektóre wskazywały nieznaczne symptomy porażenia.
Moim zdaniem przesadzone leczenie na trichomonade powoduje więcej problemów niż ich rozwiązuje.
W hodowli zwierząt istnieje tak zwane pojęcie krzyżowania selektywnego. W wielu pokoleniach zostaje przeprowadzone tak zwane kojarzenie krewniacze, aż do uzyskania widocznych cech recesywnych. Takie zwierzęta będące w danym stopniu pokrewieństwa są następnie krzyżowane. Hybrydy, które dzięki temu powstają, są bardzo efektywne w ujęciu wąskich cech, na przykład przy produkcji mięsa czy mleka. Hybrydy te są zupełnie niedostosowane do dalszego rozmnażania, są raczej zaplanowanym ostatnim ogniwem łańcucha produkcyjnego. Dlatego jasne staje się, że taka hodowla jest kompletnie niedostosowana do gołębi pocztowych. Niektórzy hodowcy myślą jednak nadal, że ptaki wyselekcjonowane według linii, a więc takie jak uzyskane za pomocą kojarzenia krewniaczego, byłyby lepsze dla dalszego
krzyżowania. W wielu ogłoszeniach sprzedażnych nadal robi się dobry biznes na podstawie tej bajki.
Co w ogóle sprawia kojarzenie krewniacze? Służy ono uzyskaniu pożądanych cech. Ulepszenia mogą zostać uzyskane jedynie poprzez krzyżówki.
I
Kojarzenie krewniacze gołębi pocztowych ma moim zdaniem sens jedynie gdy ktoś posiada przedstawiciela wybitnego rodowodu i nie ma porównywalnego partnera. Wtedy zawsze lepiej jest sparować go z dobrym krewniakiem niż z jakimś przeciętniakiem.
Stałe kojarzenie krewniacze prowadzi zarówno w naturze, jak i w hodowli gołębi do spadku wyników.
Jakie problemy mają parki narodowe ze zbyt małą populacją dzikich zwierząt jednego gatunku. Muszą one obowiązkowo ściągać obce zwierzęta, by uniknąć dużych strat spowodowanych kojarzeniem krewniaczym.
A przy gołębiach pocztowych praktyka pokazuje, jak już to naszkicowałem w poprzednich artykułach, że krzyżowanie najlepszych ptaków przynosi efekty, a nie selekcjonowanie czystej rasy, której inaczej nie uświadczy się u gołębi pocztowych.







































Komentarze